W ubiegłym tygodniu ogólnopolskie media podały informację o aligatorze znalezionym w lesie pod Rychnowem w woj. warmińsko-mazurskim. Natknął się na niego mieszkaniec pobliskiej wsi, szukający poroży jeleni i powiadomił policję. Śledztwo w tej sprawie zostało umorzone, jednak do naszej redakcji zgłosił się Henryk M., który przyniósł sensacyjne informacje...
Nie zdradzając informacji jakich dostarczył nam nasz informator, natychmiast udaliśmy się na Mazury w celu sprawdzenia sprawy. Nasi reporterzy dotarli do domostwa Henryka M., który nie kryjąc łez mówił: - To nie jest żaden krokodyl ani aligator! To nasz Stachu, który trochę się zmienił od picia tanich win! Chodziłęm z nim do podstawówki. Do tragedii prawodopodobnie przyczynili się jego dwaj kompani od flaszki, którzy zadusili gada, bo nie dorzucił się do flaszki - powiedział pan Henryk.
Jak nieoficjalnie dowiedziała się nierzetelna.pl, w Rychnowie działał przez kilka lat nieformalny zakłąd produkujący tanie wina. - Robili tanie i niezmiernie szybko tłukąće w łeb nalewki - wspomina pan Henryk. - Tylko,że ludzie od nich albo szybko umierali, albo odbierało im rozum. U stacha poszło w wygląd. Rozum miał ten sam, ale czasem pod sklepem coraz bardziej zaczął przypominać krokodyla.Ludzie zaczęli się go bać. Sklepowa zeszła nam na zawał. Stachu zamieszkał w lesie - mówi Henryk M.
Reporterzy NAI rozmawiali z mieszkańcami wsi, któzy niechętnie wypowiadali się na temat "Krokodyla". - Fajny chłop był, tylko agresywny - wspomina pani Janina. - Zanim kompletnie się przemienił, grał kiedyś w filmie! Mówili o nim "Dundee" czy jakoś tak. Kręcili i kamerowali tu na Mazurach, a nie w Australii! Przysięgam! - zarzeka się.
- Dobrze, że już zdechł. Całe życie się go bałam! Zjadł mi świnię! - ucina pani Barbara. - Dzieci bały się do szkoły chodzić, strach było na łąkę krowy prowadzać... - dorzuca pani Krysia.
Oficjalne śledztwo w sprawie znalezionego krokodyla zostało umorzone. Jednak nasi reporterzy dotarli do lekarzy, którzy wykonywali sekcję zwłok zwierzęcia. - Proszę tego nie publikować. Mógłby być skandal. W skórze tego aligatora siedział człowiek. Wszystkie organy zostały w nieznanych nam okolicznościach ewolucji zmutowane do ciała krokodyla. Dopiero badania DNA, jakie przeprowadziliśmy, potwierdziły, że był to oficjalnie zaginiony Stanisław H. Nie wolno nam jednak o tym powiedzieć. Zmarł nie od uduszenia, lecz na marskość wątroby - powiedział nam anonimowy patolog, badający zwłoki aligatora znalezione w lesie pod Rychnowem.
Jak nieoficjalnie dowiedzieliśmy się od Henryka M. i patologów, Stanisław H. miał 49 lat. Od 12 lat dorabiał u bogatych ludzi jako egzotyczne zwierzę. Występował na imprezach towarzyskich w ich domu, stąd ślady obroży na szyi. (WA)/Nierzetelna.pl
Autor: Wojtek Andrzejewski 03-03-2011 |
Podziel się tym artykułem:
|
| Waszym zdaniem | (+) dodaj swój komentarz |
-
Piłem z nim, Laha
(2011-03-03 13:53:00)

