Redakcja
Dnia 21 maja
PONIEDZIAŁEK
Rok 2012
12 kwietnia 2009 roku polskie media masowe wzbogaciły się o nową agencję informacyjną. Zadaniem Nierzetelnej Agencji Informacyjnej (NAI) jest dezinformowanie społeczeństwa o wydarzeniach z kraju, świata, polityki i kultury. Specjalny serwis informacyjny świadczymy nieodpłatnie, a tworzą go ludzie z bardzo specyficznym poczuciem rzeczywistości o skłonnościach do konfabulacji i łgarstwa.
PISZ DO NAS: nierzetelna@gmail.com
Tego nie znajdziecie w WikiLeaks!

Do Polski z oficjalną wizytą przybył prezydent Rosji Dymitryj Miedźwiedzieć. Delegacje naszych sąsiadów przyjął osobiście Bronisław Kołomoskwy, który odebrał gościa z Dworca Centralnego w Warszawie.

Prezydenci uściskali się jak bracia, którzy nie widzieli się kilka lat. Prezydent Rosji już na peronie, wymieniając serdeczności z Bronisławem Kołomoskwym sugerował, że on wjeżdża do Polski bez wizy, a jego krajanie muszą czekać na oficjalne zaproszenie. Była to wyraźna sugestia i prośba, by strona Polska zniosła wizy dla Rosjan. Po przywitaniu Miedźwiedzieć wsiadł do samochodu naszego prezydenta i razem odjechali na obiad do Pałacu Prezydenckiego. Ochrona prezydenta Rosji pojechała metrem. Była to część nieoficjalna spotkania głów państw, jednak naszym dziennikarzom udało się wcielić w rolę kierowcy prezydenckiej limusyny i tylko my wiemy o czym panowie rozmawiali podczas podróży przez zakorkowaną Warszawę.

- Mam problem z gazami... - tuż po zatrzaśnięciu się drzwi limuzyny, rozpoczął rozmowę Miedźwiedzieć. - Też miewam wzdęcia... - odparł Kołomoskwy. - Leczę zatoki... - pochwalił się Miedźwiedzieć. - Też miałem kłopoty z ropą... - odpowiedział Kołomoskwy. - To może coś poradzimy na nasze wspólne problemy? - zaproponował Miedźwiedzieć. Po tych słowach Kołomoskwy natychmiast wyjął butelkę wódki Kremlovskaja, a Miedźwiedzieć kieliszki z kieszeni. - Gazy gazami, a my prezydenci musimy trzymać się razem! - rzucił przyjaźnie Kołomoskwy. Po dwóch szybkich seriach pojednawczych, obaj panowie zaczęli sie ściskać na tylnej kanapie limuzyny. Co dalej się działo nie wiemy, wszak któryś z pasażerów odgrodził się od naszego dziennikarza czarną szybą. Po dotarciu pod Pałac Prezydencki Kołomoskwy i Miedźwiedzieć wysiedli z limuzyny lekko zdyszani i potargani. - Podróż w korkach jest strasznie męcząca... - powiedział Kołomoskwy, witając się z pracownikami pałacu. Dimitryj Miedźwiedzieć pomachał serdecznie serdecznie witających go mieszkańców Warszawy, którzy przyszli go powitać z krzyżami w rękach. Nasi dziennikarze widzieli, że jednego z uczestników marszu powitalnego szybko spacyfikowała milicja. Jak ustaliliśmy, prawdopodobnie był to prezes BiS, który chciał zbyt serdecznie powitać gościa. Uroczysty obiad w Pałacu Prezydenckim nie był dostępny dla mediów. Naszym dziennikarzom udało się jednak wcielić w obsługę kateringową i jako jedyni wiemy o czym w czasie posiłku rozmawiali prezydenci.

- PJN... Podobno cała Polska mówi o tych trzech literach "PJN". O co chodzi Bronek? - zapytał Miedźwiedzieć. - "Pomidorowa Jest Najsmaczniejsza"... - odparł z uśmiechem prezydent Rzeczyniepospolitej, w czasie gdy gościowi nalewano barszczyk ukraiński, który był jedna z dwóch potraw, jakie w głębokiej ciszy zjedli  prezydenci na obiad. Jako drugie danie podano bukiet surówek i litr wódki, przy którym prezydenci rozmawiali jeszcze szczerzej niż w samochodzie.

- Bronek, potrzebujemy Waszej pomocy... - wypalił szczerze Miedźwiedzieć. - Wy nam pomogliście. My pomożemy Wam... - odparł Kołomoskwy. - Mamy poważne problemy energetyczne. Chcielibyśmy prosić Was o wsparecie. Czy możecie przekazać nam PNK Wróblen? - zapytał Miedźwiedzieć. - Nie ma najmniejszego problemu. Weźcie sobie chłopaki ten kraj... - zaśpiewał w ramach odpowiedzi Kołomoskwy, wznosząc toast. - W zamian oddamy Wam Kaliningrad i wszystkie łodzie podwodne, których nie jesteśmy w stanie utrzymać... - zaproponował Miedźwiedzieć. - A głowice atomowe też? - zapytał Kołomoskwy. - Toże... - odparł Miedźwiedzieć. - No to zdróweczko! Mordo ty moja, nie mogłeś zadzwonić w tej sprawie, tylko taki szmat drogi jechałeś do mnie... - krzyknął Kołomoskwy polewając do kieliszków.

Po spotkaniu obiadowym prezydenci wyszli do dziennikarzy, gdzie zamiast odpowiadać na pytania, wygłosili tylko gromko: "Rosja jest najważniejsza!" - krzyknął uśmiechnięty Kołomoskwy, na co żywo zareagował Miedźwiedzieć krzycząc: - "Polsza jest najważniejsza!".

Po długich, wykańczających rozmowach o najważniejszych sprawach państwowych i możliwościach współpracy, prezydenci zdecydowali się na wspólny relaks w postaci oglądania telewizji, która wyemitowała film "Katyń". Po filmie poszli spać, ściskając się serdecznie.

Następnego dnia, przy śniadaniu, Dymitryj Miedźwiedzieć skarżył się Kołomoskwemu, że w pałacu chyba straszy. - Cały czas słyszałem jakies głosy... Śniły mi się drzewa i nasze samoloty... Kiepskie lotniska... Ciągle czułem czyjąś obecność, słyszałem krzyki... Strasznie źle spałem... - żalił się Miedźwiedzieć. Po śniadaniu prezydenci odjechali na dworzec PKP Warszawa Wschodnia, gdzie dogonili spóźniony z przedwczoraj pociąg do Moskwy. - Bronek! Zadzwonię jeszcze w sprawie PNK Wróblen! Trzymaj się! - krzyczał z okna Miedźwiedzieć. (WA)/Nierzetelna.pl

Autor: Wojtek Andrzejewski
08-12-2010
Podziel się tym artykułem:
Waszym zdaniem (+) dodaj swój komentarz
Brak komentarzy
ANGORA
Coma
Ekologiczni.pl
2009 Copyright by WAPRESS Wojciech Andrzejewski | Regulamin | Design & Webmaster:
KARMEDIA © 2009-2010